Skip to content

sprawy nie mijają, tylko…

1. dlaczego z całej tej intensywności mojej, od której można zwariować, nic nie wynika? mrożek

2. wygląda na to, że jestem z nim w skomplikowanym związku. ten status nie daje mi spokoju; tym bardziej że szare komórki śmią wymykać mi się ostatnio spod kontroli, dążąc do niepoważnych radykalizacji (wóz albo przewóz, wszystko albo nic, białe albo czarne). jeszcze nie wymyśliłam sposobu, by okiełznać postępowanie we własnym wnętrzu procesu, którym z gruntu gardzę. w każdym razie ze mną i z mrożkiem jest chyba tak, że się nie lubimy, ale przyjaźnimy

3. to zdanie padło wczoraj w 120 uderzeniach serca, najlepszym filmie, który było mi dane zobaczyć podczas tej edycji nowych horyzontów. moje kanaliki łzowe wystawiają mu notę 10/10. z kolei wszystkich entuzjastów dzieł joanny kos-krauze i krzysztofa krauze uprzedzam, że ptaki śpiewają w kigali to katastrofa (niespójne, pseudoartystowskie). umarłabym podczas seansu, ale jako psychofanka papuszy, nikifora, placu zbawiciela i długu byłam na to jednak za bardzo zdenerwowana

4. nad papierosem przypomina mi się wywiad z jane birkin, w którym mówiła, że dziennikarze zawsze oczekiwali od niej wyznania, jakoby spośród wszystkich swoich partnerów najbardziej to kochała gainsbourga. a ona tłumaczyła, że szczerze kochała każdego, z kim była. najpierw pomyślałam, że bardzo to ładne, ale później zdziwiłam się swoim zachwytem nad czymś, co powinno być w sumie oczywiste

5. bo w ogóle myślę, że sprawy nie mijają, tylko oddalają się od nas, i jeśli zerkniesz w tylną szybę samochodu, to gdzieś tam wszystkie są, choć odpowiednio mniejsze, a wokół rozpościera się już inny krajobraz

6. a ten wpis powstał, bo zaczęłam czytać jak przestałem kochać design wichy. trafiłam tam na zdanie: najlepszą formą przekazywania myśli jest lista. już mojżesz to zrozumiał i przypomniałam sobie, że jestem w tym dobra

 

One Comment

Dodaj komentarz