Skip to content

scylle i charybdy

w trakcie ostatniego miesiąca donald trump zdążył wygrać wybory w stanach, poczta polska zapowiedzieć, że wprowadzi w swoich placówkach możliwość płatności kartą (jest to jednak pewien rodzaj odwagi – wynaleźć koło w XXI wieku), a ja rzuciłam etatem w bruk ulicy. w międzyczasie stałam się też o rok starsza. 27 urodziny miałam takie, jakie mogłyby być wszystkie kolejne – na sercu robiło się ciepło od życzeń, a przyjaciele (och mam ich bardzo) szczelnie poowijali kanty scyllom i charybdom, abym choć tego dnia nie miała o co rozbić skroni. przyszłość mnie co najmniej niepokoi, ale dzięki nim jakby mniej

z lektur: uwiodły mnie listy szymborskiej i filipowicza, to książka – termofor i odtrutka na złe czasy. pozostaje pytanie o etyczną stronę publikowania intymnej korespondencji, na które długo wydawało mi się, że mam odpowiedź – ponieważ najlepiej w życiu ma twój kot może wywoływać w czytelniku jedynie wzruszenie (tak sądziłam), żadną tam brukową satysfakcję z wchodzenia butami do czyjegoś łóżka, i że ta reakcja broni decyzji wydawcy. ale później dowiedziałam się o elżbiecie morawiec, która w „gazecie polskiej codziennie” krytykuje, że co to za związek, który nigdy nie przerodził się w małżeństwo oraz co to za listy miłosne, w których nieobecny jest Grudzień ’70, Radom ’76, nieobecne wprowadzenie stanu wojennego! no doprawdy, skandal. w związku z tym apeluję – jeśli ktoś zamierza skierować do mnie wyrazy miłości, niech koniecznie wspomni o rzezi galicyjskiej, albo chociaż o pacyfikacji kopalni „wujek”, bo inaczej daremne żale, próżny trud

wydaliśmy nowy numer sekretów medycyny, skończyłam też pisać artykuł o hitlerjugend – wreszcie, bo krążyło nad nim fatum, wiecznie coś mi się nie zapisywało, a wątki gubiły. naczelny powiedział, że dla wszystkich swoich bohaterów (hajlujący chłopcy, caryca katarzyna, karol kot) mam dużo wyrozumiałości (młodość, nieszczęśliwe małżeństwo, guz mózgu). chce się być człowiekiem, który widzi wiele między białym a czarnym, ale czy zarobię tym na chleb? nie wiem. mam teraz w każdym razie sporo wolnego czasu, który spędzę na drobnych chałturkach dla maturzystów (podobno wyjdą w formie książki), w kinie (komuna, wojna, fritz bauer kontra państwo, chwała dziwkom), na łyżwach i w pawilonie czterech kopuł, do którego we wtorek wybieram się z jarkiem. poza tym jak u osieckiej: jakieś listy, jakieś kwiatki, i ucieczki gdzieś – do matki. do stronia jechałam nocą i na tylnym siedzeniu samochodu, przez szyberdach oglądając gwiazdy. wpadłam wtedy na myśl, która mogłaby mi nawet przynieść pocieszenie – że czasami po prostu musi być ciemno – gdybym tylko jakiś czas temu nie przestała być szaloną nastolatką. tymczasem w śniegowcach przemierzam z sobą zdanewicz łąki i lasy dolnego śląska (całe w słońcu). obie mamy z tego radość, przy czym jej jest lepsza – bo niezmącona świadomością, że nie sposób spacerować tak już zawsze

dzień dobry, życie. jesteś trudne, ale takie ładne

 

5 komentarzy

  1. Czytałam sobie Twoje stare teksty na tzw spanie. Chyba muszę sobie wyrywki podrukować i przykleić w kajeciku ;) . Albo napisz jakąś książkę Małgorzata, jak chujowa pani domu może, to Ty tym bardziej :)

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      luzik, dziś wieczorem siądę i napiszę! ;) :*

  2. Agnieszka Agnieszka

    bo chciałabym dalej czytać ale na to trzeba poczekać aż coś się pojawi:) dawno nie czytało mi się niczego tak dobrze jak tutaj.

  3. Agnieszka Agnieszka

    dzień dobry małgosiu, przeczytałam wszystko od deski do deski i teraz czuję się jak sierotka…

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      ale dlaczego? nie chciałam tak :)

Dodaj komentarz