Skip to content

echo tygodnia | rozumienie jest trudne, dlatego…

1. carl gustav jung: rozumienie jest trudne, dlatego większość ludzi ocenia.

2. z czym łączy się druga z bardzo cenionych przeze mnie myśli: tyle jesteśmy warci, ile zrozumiemy (mariusz szczygieł).

3. dawno, dawno temu słowa swoich rodziców uznawałam za święte. mając dziesięć lat podjęłam próbę lektury zniewolonego umysłu, jako że kątem ucha usłyszałam z ust mamy pochlebną o tej książce opinię. z pewnym żalem przyznaję, że moje szare komórki nie podołały wówczas esejom czesława miłosza i po kilku stronicach zatęskniły za anią z zielonego wzgórza. susan sontag w tym wieku przeczytała już pewnie całego dostojewskiego i pół ulissesa… w każdym razie: z tych samych pobudek w pierwszej klasie gimnazjum obejrzałam pokątnie ostatnie tango w paryżu. pamiętałam z wtedy intrygującą scenę łóżkową, przed której spełnieniem marlon brando udawał się do kuchni w poszukiwaniu kostki masła. kilka dni temu, rozważając w kauflandzie czy masło kupić łaciate, czy może jednak ekstra, uświadomiłam sobie NA CO mu ono było. myśli tej małej, białe zeszyty.

4. wspomniana wizyta w kauflandzie była w ogóle mocno druzgocąca. w kolejce do kasy uskuteczniałam small talk ze starszym panem, którego kurtkę zdobił znaczek komitetu obrony demokracji. wspaniale – pomyślałam – zawsze miło sobie z kimś poprzytakiwać. czar ma jednak do siebie to, że zazwyczaj pryska, o czym staruszek szybko mi przypomniał, dzieląc się swoją receptą na zmianę obecnego układu sił w polsce. otóż jego zdaniem należy rozgłaszać żydowskie pochodzenie pierwszej damy. on sobie nie życzy, by nasz kraj reprezentowała żydówka, i nikt przy zdrowych zmysłach i jako takiej inteligencji pewnie też nie będzie chciał. opadły mi ręce. nie o taką polskę nie walczyłam.

5. z kolei nad panoramą racławicką dopadł mnie syndrom stendhala. tego zaburzenia – przy odrobinie szczęścia – można doświadczyć, obcując ze sztuką. jego istotę ukazał sorrentino w jednej z pierwszych scen wielkiego piękna: na widok opromienionego słońcem rzymu turysta doznaje zawału serca. mi zebrało się jedynie na płacz, patrząc na chłopów zakrywających czapką lufę rosyjskiej armaty, kobietę pochylającą się nad martwym – mężem? synem?, kilku ludzi modlących się pod krzyżem – o co? do kogo?

6. sadness is my boyfriend zawsze, ale dużo się też uśmiecham. na przykład wczoraj, gdy wyprowadzałam na spacer psa wojtka. smycz pasowała mi do dłoni, a pies do nogi i serca.

7. w pracy też się weselimy. daria przelicza nasze salwy radości jak na córkę głównej księgowej przystało: w zależności od tego, jak długo śmiech trwa, odejmuje sobie kilka brzuszków do zrobienia. wczoraj wieczorem musiała ich wykonać jakieś minus sto.

Be First to Comment

Dodaj komentarz