Skip to content

pytanie będzie muzyczne

królują poranki o słonecznych progach. po przebudzeniu półnagie ciało (gorąco) idzie zaparzyć kawę (niejedną. najgłupiej byłoby przyzwyczaić się do tego szczęścia, pozwolić mu stać się oczywistym. zamierzam codziennie drżeć o nie co najmniej przez sekundę) i kroczy po jasnym dywanie z promieni (materiał ruchomy jak koniec świata), na którym lubią wygrzewać się koty (trzeba uważać, po co tragedia w sielance). podgrzewając mleko, dochodzi się do wniosku, że samemu to szczególnie lubi się grzać w cieple fraz, a poczucie bezpieczeństwa (w cenie) dają również te wytarte i dobrze znane (kotwice). wylicza się je w myślach (pieniąc mleko): oto nasze tematy, wypowiadane przez michała chacińskiego na rozpoczęcie tygodnika kulturalnego, tam też kłaniam się państwu zdzisława pietrasika (jeszcze mi się nie uwierzyło, że to już w czasie przeszłym, w archiwum wyłącznie), pytanie będzie muzyczne tadeusza sznuka albo no cześć, z którym na ustach zdarza się nadchodzić markowi

pomiędzy jednym łykiem kawy a drugim – robienie się na bóstwo, szykowanie do starcia ze światem. latem to prostsze, mniej angażujące (najbardziej w życiu lubię szał uniesień, czytać poezję i nosić sukienki). doskwierają mi sprawy aż dwie: moja biblioteka upchana chwilowo w kartonach na strychu (wczoraj wieczorem chciałam popatrzeć na wściekłość i dumę fallaci, co zazwyczaj jest przymiarką do lektury pozycji kupionej i odłożonej na później – nie mogłam) oraz że jednak piszę tu za mało, przez co gubi się mnóstwo rzeczywiśni. niewiele brakowało, a na przykład spotkałoby to sprawę, którą mrożek wyłożył w recenzji podróży dygata: przykro mi, że to, co ja piszę może ludzi śmieszyć, dziwić i tak dalej, ale nigdy nikogo nie wzruszy. po lekturze miliona stron dzienników mrożka (męka pańska, jestem orędowniczką wpisania ich na indeks ksiąg zakazanych, spalenia na metaforycznym stosie) szczerze go nie znoszę (prywatnie musiał być żałosny, nie ma innej opcji. król malkontenctwa), ale ten jeden raz miał rację – trawa wzruszeń u innych rzeczywiście bardziej zielona. na przykład u nowego wichy (jego matka wspaniale bezpośrednia: kupię ci każdą książkę, przynajmniej nie będziesz kretynem)

sąsiad skosił rzepak, kwitną za to maki i chabry. marek piecze ciasto. śmie twierdzić, że czeka mnie dużo zmywania

2 komentarze

  1. Bartłomiej Bartłomiej

    szalenie lubię tu zaglądać, inny internet otwiera się przede mną, są ciasteczka, są social media banery, ale cesarzem jest słowo, cieszy to bardzo, chociaż to przecież chwila, ale cieszy.

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      szalenie mi miło, praktyczny podróżniku! ;)

Dodaj komentarz