Skip to content

postura karka, serce gołębie

sdfghjkzdj. unsplash.com

mój kłopot z górnym śląskiem polega między innymi na tym, że nie mam w sobie ani kropli krwi hanyskiej, przez co koniec języka nie zawsze mi tam za przewodnika – gdy o coś pytam, nie za każdym razem dane jest mi odpowiedzi właściwe pojęcie. kiedy więc nie ma przy mnie mojego osobistego tłumacza, a zarazem przyczyny mojej na czarnej ziemi obecności, zdarza mi się na ulicach katowickich czuć nieco nieswojo.

na szczęście ładne historie dzieją się także bez słów użycia. na przykład ta:

uskuteczniałam właśnie czekanie na tramwaj, który spod parku śląskiego zawieźć mnie miał na najmłodszy, bo nawet jeszcze nie do końca wybudowany, rynek w polsce (katowicki). szanujących się goroli zainteresować może fakt, że tramwajom górnośląskim zdarza się niekiedy być tramwaikami raczej – z jednym tylko wagonikiem. tymczasem w takim wrocławiu może i puste i bez sensu zupełnie, ale przecież zawsze dwa.

w każdym razie: na horyzoncie zamajaczył czekania kres – nadjeżdżał mój wybawca, lokomocji zbiorowej środek (dwa wagony w składzie). lecz sytuacja z radosnej prędko dramatyczną się stała, bo oto babuleńka, która do tej pory na przystanku na przeciwko tkwiła, zmieniła zdanie i nagle zapragnęła zdążyć na ten zbliżający się tramwaj. wkroczyła więc na kamieniami wyłożone torowisko, pokonując je nawet dość sprawnie. – uda jej się, przemknęło mi przez myśl. ale nie na długo. bo oto przystanek okazał się być o wiele wyżej niż torowisko umieszczony i babcia nogi podnieść nie mogła, by na niego wkroczyć. byłam od niej oddalona o dwadzieścia metrów, a tramwaj o pięć, o cztery, o trzy… oddech wstrzymałam, wyobrażając sobie kres tej historii w barwach kruczoczarnych. ktoś za mną stojący krzyknął, przerażony. tramwaj się zatrzymał.

w porę. wysiadł z niego motorniczy o posturze karka, odziany w białą koszulkę bez rękawów. podszedł do leciwej zamieszania sprawczyni, chwycił ją pod pachy i po prostu na peron podniósł. pouczył babinkę i chyba nawet palcem jej przed nosem pogroził, ale na pożegnanie do serca ją przytulił. następnie wrócił do tramwaju i podjechał na przystanek.

tego dnia przez stolicę górnego śląska wiózł mnie nie byle kto. real human being and a real hero

Be First to Comment

Dodaj komentarz