Skip to content

może po prostu ożeń się

czułam, że tak będzie, i nawet nie chodzi o to, że włochy są piękne a polska nie tak bardzo, lecz że od taty znów dzieli mnie tysiąc kilometrów. żywot eurosieroty nie jest lekki, nawet gdy ma się niemalże 27 lat.

depresję popowrotową próbowałam dzielnie przepracować: nastawiłam z siedem prań, zrobiłam porządki w szafie (usunęłam z pola widzenia grube swetry i cięższe obuwie, eksponując w zamian jeszcze więcej sukienek w kwiaty) i w teczkach z dokumentami (posegregowałam dyplomy, rachunki, umów tysiące, wyrzucając co niepotrzebne i przeterminowane), starannie starłam kurz, który pod moją nieobecność zadomowił się na pospolitych i zupełnie niedrogich meblach z ikei. ludzkość chyba nie do końca zdaje sobie sprawę z tego, jak głęboki wymiar psychologiczny ma sprzątanie, z którym wiąże się przecież wielka nadzieja, że porządek rzeczy przełoży się także na porządek emocji. tymczasem z czynności pocieszających pozostało mi już tylko prasowanie, które jednak odkładam na jak najpóźniej, gdyż zapewne wielce nieroztropnie byłoby zbyt łatwo stracić ostatni bastion ukojenia. może powinnam zacząć myć okna sąsiadkom? średnia ich wieku wynosi  jakieś 60 lat, przez co michalina żartuje nawet, że blok, w którym mieszkamy, to oddział geriatryczny. pomysł szlachetny i godny poważnego rozważenia, bo jak powszechnie wiadomo – zajęte ręce oznaczają mniej strapioną głowę, a przynajmniej moją.

mniej więcej tak brzmiało preludium do tragicznego poranka trzeciego maja. dzień rozpoczęłam od wyciśnięcia soku z trzech pomarańczy (to liczba stała, dwudziestego szóstego dnia miesiąca wcale nie zużywam dwudziestu sześciu owoców), zrobiłam śniadanie (chleb w jajku podsmażony na patelni; to dlatego nie jestem blogerką kulinarną) i włączyłam odcinek ósmego nieba (cykl rozmów przeprowadzonych w latach dziewięćdziesiątych przez tomasza raczka; jakub rekomendował mi je dzień wcześniej na włodkowica). sok wypiłam, śniadanie zjadłam, program obejrzałam z satysfakcją, po czym stwierdziłam, że to jednak był falstart i że jeszcze nie jestem gotowa zacząć żyć. wróciłam do łóżka i przez kwadrans lub dwa wpatrywałam się w ścianę. prędko zaczęły mi w tym przeszkadzać wyrzuty sumienia, że przecież czasu nie można trwonić tak niemądrze, postanowiłam więc zadbać o rozwój osobisty i oddać się lekturze. sięgnęłam po bardzo stary numer polityki (październik 2008 roku, ileż to było złudzeń temu) i trafiłam na artykuł o jerzym waldorffie i mieczysławie jankowskim, którzy przeżyli razem ponad 60 (słownie: sześćdziesiąt) lat. przeczytałam tam fragment:

– byłem kiedyś świadkiem ich rozmowy. mogę sobie tylko wyobrażać, jak musiała być dla mietka dramatyczna – wspomina jerzy kisielewski. – domyślał się pewnych rzeczy i któregoś dnia powiedział: jerzy, jeśli ty potrafisz być także z kobietami, to może po prostu ożeń się. waldorff odpowiedział: nie, bo ja cię kocham.

i nagle nie miałam już oczu, tylko dwa wodospady. niedobrze, gdy człowiek tak potrafi sobie wszystko wyobrazić. powinnam pewnie popracować nad tym tekstem, skrócić zdania do zalecanych 21 słów i dokonać tych wszystkich nonsensownych czynności, które sprawiają, że SEO się zgadza, ale dla zdrowia psychicznego raczej poprasuję.

wiwat maj, trzeci maj.

4 komentarze

  1. I nadal nie wiem, czy wolę Ciebie w odsłonach ech tygodnia, czy takich. :)

    • mazda mazda

      może to wcale nie musi się wykluczać? :)

      • Na szczęście nie wyklucza się wcale :)

  2. K. K.

    W nosie mieć skracanie zdań i to czy SEO się zgadza, czy nie, kiedy po Twoich słowach płynę lekko i z przyjemnością (czyli tak jak nie potrafię pływać w rzeczywistości). Nie rób tych wszystkich czynności, bo uwielbiam, jak piszesz.

Dodaj komentarz