Skip to content

miłego dymania, dziadku

miłego dymania, dziadkuzdj. unsplash.com

nękało go jego własne marzenie. pragnął spędzić noc upojną z kobietą młodą i niepokalaną. taką, której łona nie zdążył jeszcze zbrukać żaden mężczyzna. wiele razy bywał którymś z kolei, często peleton zamykał, lecz w skrytości ducha fantazjował właśnie o pierwszej lokacie. chciał być nailem armstrongiem czyjegoś ciała.

odważył się na to w dniu swoich urodzin.

osiemdziesiątych.

ona pierwszej młodości, on jak świat stary. nie da się ukryć, było w tej fantazji trochę perwersji. ale także zmysłowość nieprzeciętna i przygotowania długotrwałe na jej godne przyjęcie:

bohater z pietyzmem obmył swoje osiemdziesięcioletnie ciało, każdą na nim zmarszczkę, wszelką z niego fałdkę. dłońmi, na których plamy starcze rozgościły się już na dobre, ugładził swe włosy, które dawno, dawno temu jak heban, ale teraz jak śnieg. ogolił brodę. brzytwą, no a jak, jego ojciec też właśnie tak zrobił, zanim go spłodził. wody kolońskiej nie żałował sobie wcale (starczyłoby jej na mały deszcz).

chcąc zachować dyskrecję, dziadunio powiedział gosposi, żeby wzięła sobie wolne, jak tylko skończy prasować koszule. planował ubrać białą, z szerokimi mankietami, tę, którą niedawno dostał od córki. gdy wybiła godzina w, w jak wreszcie, zakładał ją niespiesznie, zapinanie guzików wręcz celebrując. dopracowywał wszystko w szczególe najdrobniejszym. trzymał rękę na pulsie. wysokim, stosownie do chwili.

wyszedł z domu, choć nie nogi go niosły, lecz prywatny wiatr raczej. 30 centymetrów ponad chodnikami, nadciągał osiemdziesięciolatek z siłą jak dynamit. ku komu? ku ciastku. po co? by je zjeść. (kibicujesz mu? ja także).

gdy jego osiemdziesiąt dystyngowanych lat przechodziło obok miejscowego zakładu fryzjerskiego, dostrzegł je młody chłopak, tamże pracujący. co prawda skończył jedynie podstawówkę, ale był spostrzegawczy – nie umknęła mu starości elegancja, krok pewniejszy i szybszy, niż go pamiętać go zwykł. domyślił się, co jest na rzeczy (albo, jak to głodny, chleb miał na myśli), dlatego postanowił krzyknąć na głos cały: miłego dymania, dziadku.

słowa szerokim echem odbiły się od ścian kamienic, rozpościerających się po obu stronach ulicy. spłoszyły gołębie. oczy wszystkich przechodniów na osiemdziesięciolatka skierowały.

chwilę później solenizant drżącą ręką otwierał drzwi swojego mieszkania. wracał na tarczy.

jedno zdanie, a po całym marzeniu.

napisane na motywach rzeczy o mych smutnych dziwkach gabriela garcíi márqueza.

Be First to Comment

Dodaj komentarz