Skip to content

jest mała radość

pójść spać o drugiej i musieć wstać o szóstej, nie pojechać do pracy rowerem, bo deszcze niespokojne, wlec się tramwajem. pod drzwiami do księgarni zastać pana andrzeja, naprawiacza klimatyzatorów, spędzić z nim dwie godziny, odpowiadając nie wiem na większość pytań (na przykład: gdzie są bezpieczniki, no oszalał), ucieszyć się, że naprawił klimatyzację, podziękować mu, pożegnać go ładnie, zaparzyć herbatę z bratka, zapracować się za bardzo i pić ją zimną, spostrzec, że klimatyzacja znów jednak nie działa, dotrwać do południa, dziękować bogu, że to jedynie pół etatu, zgubić kartę do bankomatu, zastrzec kartę do bankomatu, nie mieć nawet na gazetę, wrócić do domu (w niespodziewanym słońcu i – w związku z powyższym – w drobnym żalu, że nie na rowerze), zacząć pisać artykuł o chłopcach z hitlerjugend, dowiedzieć się, że czym prędzej trzeba jechać do domu rodzinnego, porzucić pisanie, biec na autobus, który – co wyszło na jaw, gdy się zdążyło – już nie kursuje, choć kursował przez całe studia, jechać z przesiadką, nie zabrać nic do czytania, powtarzać więc jak mantrę, że: uparcie i skrycie och życie kocham cię kocham cię kocham cię nad życie. ale trzy godziny później być już w górach, paść ofiarą własnego psa, który taranuje cię z radości, że cię widzi, iść do domu po żółtym dywanie, który rozłożyła przed wami jesień, zasiąść przy stole, pozwolić psu wdrapać się na kolana, głaskać go i obserwować, jak coraz bardziej mruży oczęta. grzać się w jego miękkim cieple i przez chwilę widzieć szklankę do połowy pełną: nobla dla olgi tokarczuk; że wołyń, który obejrzysz w piątek wieczorem, poruszy cię bardziej niż ostatnia rodzina i że uśmiechy w pracy wymieniane, które mogą znaczyć nic, znaczą na przykład wszystko. mieć przez chwilę małą radość. choć pies wszedł w zdecydowanie zbyt bliską zażyłość z twoim njubalansami

7 komentarzy

  1. Po otstniej minucie „Ostatniej rodziny” cała niemoc i wzruszenie uwięzły mi w gardle tak mocno, że musiałam usiąść na 10 minut, by wyrównoać oddech. I dlatego „Wołynia” się jednak boję.
    A nasze dni właśnie takie są, na jednym wdechu, zdarzenie po zdarzeniu. I całkiem zgrabne opowieści się z tego tworzą.

  2. Gdyby tylko moja wyobraźnia potrafiła się tak wysłowić jak twoja… Podziw wielki.

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      kasia :*

  3. Aleksandra Aleksandra

    Przeczytałam na jednym wdechu. Świetna zabawa słowem, przekaż jasny i prosty, bez ciężaru wymyślnych dekoracji; sama przyjemność czytać takie wpisy. Dziękuję, że poświęciłaś swój czas i podzieliłaś się ze mną – z nami – kawałkiem swojego życia.

  4. Czytałam ze łzą, którą zatrzymałam w oku niemruganiem. I uśmiecham się do Ciebie :)

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      :)

  5. Pierwsze zdania po otwarciu oczu i juz zadyszka od mnogosci zdarzeń. Czytałem na wdechu, by pod koniec odetchnąć z ulgą, ze jednak nic nie jest ważne poza bliskością. Serdeczności

Dodaj komentarz