Skip to content

z ładnego talerza się nie najesz?

już zmierzcha, a ja smażę racuchy i opowiadam janince swoje wrocławskie życie mniej więcej uczuciowe. ona jest moją ulubioną babcią, ja jestem jej ulubioną wnuczką (drodzy kuzyni, przecież to wiecie), w czym – co w sumie dziwne – nie przeszkadza nam diametralnie odmienne podejście do życia. rozważna i romantyczna jest o nas o tyle, że ona jest tą pierwszą, a ja drugą. gdy mówię: – babciu, ale żaden z nich mi się nie podoba, w odpowiedzi słyszę: – z ładnego talerza się nie najesz, małgosia. ale czy z brzydkiego na pewno tak? formuję na patelni kolejną porcję przyszłych słodkości i sięgam po argument – w zamyśle – ostateczny, czyli miłość, której nie ma. a janinka mi na to, że uczucie przychodzi z czasem. w mojej skonsternowanej głowie odbywa się wówczas projekcja najmilszych obrazów z jej małżeństwa – spacerowanie pod rękę, janku, umyj mi plecy dobiegające z łazienki (robili sobie tak przez czterdzieści lat, jak w przysiędze – dopóki śmierć nas nie rozłączy) i dbanie o wspólny ogródek działkowy. przez ułamek sekundy myślę, że może w tym szaleństwie jest metoda? no, ale nie ma. doprawdy, każdemu według potrzeb staje się moim nowym credo

z opresji przedstawiania mi zalet szybkiego zamążpójścia ratuje mnie soba, pure happiness. krzysztof zrobił z niej psa, który potrafi wszystko, no, może oprócz prasowania. gdy psinka czegoś pragnie (może być jedzenie, hehe), organizuje nam recitale – nieproszona siada, prosi, macha łapką, kładzie się, obraca na plecy i tak dalej. jak można sądzić, że zwierzęta nie mają duszy i w związku z tym nie idą do nieba? nie wiem. ja tam wierzę w to bardziej niż w raju rzeczywiste istnienie

poza tym, że pakuję się w historie, które niestety średnio mnie obchodzą, rozpracowuję kosmos. wiem już na przykład jak przebiega proces zderzenia galaktyk, a także ile lat świetlnych od matki ziemi znajduje się gwiazdozbiór kruka. ponieważ w liceum zdarzyło mi się zapłakać na lekcji fizyki – jedynym przedmiocie, z którego miałam ocenę dostateczną, a i to przy wielkim wysiłku woli – samą siebie onieśmielam wiedzą, której nigdy nie spodziewałam się posiadać. poruszam się teraz w rytm strong enough cher (w ramionach hitów z lat osiemdziesiątych czuję się najbezpieczniej) i z zainteresowaniem wyczekuję kolejnych juter i spraw, o które też się nie podejrzewam, a które niechybnie będą

skoro już pojawiło się tu widmo jutra, to – jak na szanującą się kinomankę przystało – nie sposób byłoby nie wspomnieć o nagrodach amerykańskiej akademii filmowej, którymi za kilka godzin będziemy się emocjonować. moje serce przyznało statuetkę patersonowi – po tym, jak znokautowała je tegoż ostatnia scena. mam na myśli tę, w której tytułowy bohater spotyka nad wodospadem nieznajomego turystę i zapytany o to, czy jest poetą, odpowiada, że nie – a przecież nim był. wiem wszystko o wylewaniu łez, ale takich w kinie nigdy nie doświadczyłam – żadna tam sentymentalna strużka płynąca niespiesznie po policzku, tylko w gardle powódź i szloch z trudem wstrzymywany. szczepan twardoch powiedział wczoraj w drugim śniadaniu mistrzów, że emocje są w czytelniku, nie w autorze. no więc właśnie, or would you rather be a fish? jednak ponieważ akademia nie lubi jarmuscha i nawet go nie nominowała, kibicuję pozostałym smutnym filmom – jeśli wygra manchester by the sea albo moonlight (in moonlight black boys look blue), małgorzata będzie zadowolona

a już najbardziej będę gdy lato, o którym słodkie marzenia uskuteczniam przed snem. w internecie oglądam sukienki, które założę na opalone ramiona w czerwcach, lipcach i sierpniach. to będzie wspaniały czas. takim go sobie zrobię

4 komentarze

  1. Całe szczęście, że Patersona nie nominowano. Oszalałabym w kłótniach z tymi, którzy nie mają na niego wrażliwości, a tak można go wyciągnąć jak ukrytą czekoladkę, której nikt się nie spodziewał, a jest dokładnie tym co trafia w sedno potrzeb. ;)

  2. A. A.

    i kolejny Sopot będzie :)
    ja zgadzam się z babcią Janinką – miłość przychodzi z czasem.

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      a ja myślę, że w uczuciach nie ma żadnej reguły. miłość przychodzi albo nie przychodzi, a to, że jest, wcale nie znaczy, że nigdy nie odejdzie ;)

Dodaj komentarz