Skip to content

kto nam obiecał tę ziemię, ten nie dotrzymał słowa

cały dom jest na nogach już o piątej nad ranem (to znaczy był przedwczoraj, bo to z wtedy historia). pidżamy ustępują miejsca odzieniom bardziej wyjściowym, soba zdanewicz wyprowadza się na spacer, parzą się kawy (krzysztof) i herbaty (ja i mama), a na kromki chleba naciągane są kołdry masła. spieszeniom akompaniuje tvn24, w którym goście moniki olejnik – daniel olbrychski, wojciech pszoniak i andrzej seweryn – wspominają andrzeja wajdę. ponieważ wśród domowników roi się od psychofanów „ziemi obiecanej”, poranne krzątanie na chwilę ustaje. olbrychski wraca pamięcią do pogrzebu papieża polaka – gdy kondukt żałobny przejeżdżał przez rzym, rzym w hołdzie janowi pawłowi drugiemu bił brawo. i wtedy karol borowiecki, moryc welt, maks baum wstają i także zaczynają klaskać, choć już dla mistrza z branży innych iluzji. oglądanie programów informacyjnych kiedy ranne wstają zorze może stanowić najlepszy sposób na to, aby po pierwszej łzie być jeszcze przed śniadaniem.

tej jesieni znaleźć mnie można raczej pod wozem, co po wyjątkowo spokojnym lecie było zresztą do przewidzenia. w październiku jak nie sztorm, to szkwał, ewentualnie burza z piorunami. ponieważ w zasadzie większość życia spędziłam na długodystansowym biegu przez kłodki, gdy po raz kolejny muszę mocno silić się, by głowę trzymać tak, jak należy (do góry), myśl do cholery, dlaczego co rusz przytrafiają mi się troski? nie daje mi spokoju. teorię mam taką, że dwadzieścia siedem lat temu nad moją kołyską spotkały się wróżki i dały mi w darze: lekkie pióro, miłość do książek i to, że panowie oglądają się za mną, gdy idę ulicą, lecz zaraz po nich na miotle nadleciała jakaś diabolina i rzekła: – niech jej przy tym nie będzie zbyt łatwo. mama, poproszona o stosowne dementi, wymówiła się niepamięcią, ale jestem przekonana, że coś jest na rzeczy.

wracając do zawsze interesującej kwestii cieczy produkowanej przez narząd wzroku – gazeta wyborcza donosi, że w ostatnim czasie co najmniej jedną łezkę uronił także andrzej stasiuk. rzecz miała miejsce, gdy dowiedział się, że literacką nagrodę nobla otrzymał bob dylan. – jeśli ktoś mnie wychował, to właśnie on – wyznał autor „murów hebronu”. jest to historia wybitnie anegdotyczna, głównie z tej przyczyny, że stasiuk nie zna angielskiego. z komentarzy uprzyjemniających fakt, że kto nam obiecał tę ziemię, ten nie dotrzymał słowa (słowa: jonasz kofta) jest jeszcze leonard cohen, który oznajmił, że nagroda dla dylana jest jak przypięcie medalu mount everestowi za to, że jest najwyższą górą. – może pora na poezję śpiewaną? – rozważa podobno wiecznie niedoceniany adam zagajewski.

Be First to Comment

Dodaj komentarz