Skip to content

książęta | luty 2016

INNA DUSZA łukasz orbitowski

inna duszawydawnictwo od deski do deski, 2015, 428 stron

wracamy z darkiem każdy do swojego domu i nic nie mówimy, bo i nie ma co powiedzieć. nim skręcimy w jasną, darek daje do zrozumienia, że chciałby jeszcze wstąpić do pana docenta. wskazuje na drzwi sklepu, obok których zaparkował policyjny polonez. gliniarze często tutaj zachodzą. poszedłbym dalej sam, ale moją uwagę przykuwa jakaś szamotanina wewnątrz. ktoś rzuca się i z kimś szarpie. darek natychmiast rezygnuje z zakupów. drzwi się otwierają. proszki do prania, zwalone ze stojaka, leżą w rozlanym piwie, które już kapie po schodach, na zewnątrz. wala się szkło. pan docent tylko mi miga, ale tatusia, ciągniętego przez dwóch gliniarzy do samochodu, widzę całkiem dobrze.

było echo tygodnia, w którym opisywałam imprezę czworga literatów, po której jeden z nich bladym świtem wstał, włączył komputer i zaczął pisać. pozostałych przebudził stukot klawiatury, ale gdy zorientowali się, że to po prostu robi się literatura, zasnęli spokojnie znów. pisarzem, który wtedy nie spał, był łukasz orbitowski. kto wie, może pracował akurat nad inną duszą, za którą otrzymał później paszport polityki?

jako książka o krwawym mordzie inna dusza nie obeszła mnie wcale – opisywana zbrodnia nie była dla mnie wystarczająco wiarygodna psychologicznie. ale jako wiwisekcja patologii prowincjonalnej polski poruszyła mnie już więcej niż bardzo. kartkę za kartką przerzucałam więc w napięciu nie bo jędrek z nożem w ręku, lecz bo krzysiu hoppe, któremu życie nie rozdało najlepszych kart – za tatusia miał kawał drania, a mamusię w sumie niewiele lepszą, bo bierną, pozwalającą mężowi na bycie kawałem drania. choć styl pisarski orbitowskiego nie bardzo mi pasuje, bo jednak lubię zdania dłuższe i bardziej zmetaforyzowane, to nie żałuję nocy nad inną duszą nieprzespanej.

.

STUHROWIE. HISTORIE RODZINNE jerzy stuhr

historie rodzinnewydawnictwo literackie, 2013, 280 stron

gdy słyszę, że jestem sympatyczna, to trochę jest mi miło, a trochę nie bardzo, bo choć – jak mniemam – to prawda, to ambicję mam jednak na bycie jeszcze jakaś więcej. tymczasem historie rodzinne jerzego stuhra są jedynie sympatyczne. nie że źle napisane, ale podane na tyle bez ikry i mdło, że w pewnym momencie zwątpiłam w sens dalszego przewracania kartek. zachwyciłam się nad tą książką chyba tylko raz – gdy stuhr przytaczał bajkę o chłopcu, który wyrwał swojej matce serce, a później z nim biegł i się potknął. serducho z rąk mu wypadło i poturlało się po ziemi, a pierwszym pytaniem, które zadało, było: czy nic ci się, synku, nie stało? no, to teraz możecie spokojnie tej książki nie czytać.

.

NIC ZWYCZAJNEGO michał rusinek

nic zwyczajnegowydawnictwo znak, 2016,  320 stron

prosiła mnie, żebym nie komentował jej wierszy: jeśli pan skrytykuje, będzie mi przykro. jeśli pan pochwali, to i tak nie uwierzę. ograniczałem się do nieśmiałych sugestii interpunkcyjnych. pani wisława nie przepadała za przecinkami (…). w ostatnich pięciu tomach wierszy jest sporo moich przecinków. to mój wkład w literaturę polską. śmialiśmy się, że może kiedyś wydam przecinki zebrane.

wisława szymborska widziana oczami swojego I sekretarza, michała rusinka. uwaga, to nie książka, to skrzynia pełna pereł! pożyczyłam ją później bartkowi i byłam przy tym, gdy do niej zaglądał – i tylko słyszałam, jak co chwilę zanosił się uśmiechem. nic zwyczajnego jest bowiem bardzo zabawne, zabawne sposobem najlepszym, bo szlachetną anegdotą, a nie dowcipem rubasznym. autor nie wykracza poza margines prywatności, choć przecież mógłby uczynić to z łatwością, która niezmiennie święci swoje tanie triumfy. mój numer 1 z wszystkich książąt lutego.

.

ZAWSZE NIE MA NIGDY jerzy pilch w rozmowach z eweliną pietrowiak

zawsze nie ma nigdywydawnictwo literackie, 2016, 260 stron

pietrowiak: – mówiłeś, że ostatecznie weryfikujesz swoje teksty przez głośnie czytanie. zawsze czytasz na głos?
pilch: – teraz mniej, bo mniej piszę.
pietrowiak: – a przez te wszystkie lata, kiedy czytałeś swoje teksty, co konkretnie weryfikowałeś?
pilch: – po prostu słyszysz, jak pierdolisz.

mam wielką ochotę zacytować tu ostatnią tego dzieła stronę, ale zostawię ci przyjemność samodzielnego zafundowania sobie łez w gardle. w zawsze nie ma nigdy typowy pilch: bezpośredni, błyskotliwy, gawędziarski. lektura tej książki utwierdziła mnie w przekonaniu, że zamiast trwonić czas na poradniki typu jak żyć?, jak nie żyć?, obudź w sobie olbrzyma (hihi), świat powinien czytać autobiografie, biografie, wywiady-rzeki. i tylko szkoda, że akurat ten wywiad-rzeka jest raczej odrą, a nie amazonką czy nilem. w górę jednak serca, krzysztof varga w dużym formacie uprzejmie donosi, że piórem katarzyny kubisiowskiej pisze się pilcha biografia. can’t wait.

.

ŚCIEŻKI PÓŁNOCY richard flanagan

ścieżki północywydawnictwo literackie, 2015, 476 stron

szczęśliwy człowiek nie ma przeszłości, a nieszczęśliwy nie ma nic poza nią.

powieść, która w 2014 roku zgarnęła nagrodę bookera, i którą michał nogaś uznał za najlepszą książkę 2015 roku. richard flanagan pisał ścieżki północy przez 12 lat, czerpiąc z doświadczeń swojego ojca, jednego z australijskich jeńców wojennych, zaprzęgniętych przez japończyków do budowy kolei śmierci. to literatura, jaką lubię – intymna opowieść o życiu, po którym przejechał się walec historii powszechnej. akcję napędza tu wątek miłosny, co pewnie nie było bez znaczenia dla mojej pensjonarskiej w sumie duszy. mają ścieżki swoje momenty i zdania (naprzód, panowie. na wiatrak!) i świeżo po lekturze podobały mi się bardzo, lecz kilka tygodni później to uczucie nieco zblakło. dobra to książka, ale czy najlepsza? zdaje się, że nie przetrwała w moim sercu tej najcięższej próby – czasu.

.

O POCHODZENIU ŁAJDAKÓW tomasz wiśniewski

o pochodzeniu łajdakówwydawnictwo lokator, 2015, 96 stron

o godzinie dziewiątej rano na krakowskim przedmieściu pan w meloniku, wychodząc z autobusu miejskiego, wpadł na panią w kapeluszu słomkowym; przeprosili się i zakochali w sobie od pierwszego wejrzenia; co najmniej do godziny dwunastej wyznawali sobie miłość, rzucali kwiatami w niebo oraz rozentuzjazmowanych przechodniów, ciągle tańcząc i recytując wiersze pabla nerudy.

kilkadziesiąt krótkich opowiadań, które przyniosły wiśniewskiemu zwycięstwo w konkursie na najlepszy debiut i w ramach nagrody zostały wydane. zbiór intrygujący, wyrazisty, zawsze z pointą. niech cię nie zrazi blurb nieco na wyrost napisany, w którym autora porównuje się do italo calvino czy jorge louisa borgesa. nie aż tej miary to talent – przynajmniej na razie – ale talent zaiste. wyobraźnia do pozazdroszczenia.

.

marzec w książęta będzie na pewno mniej obfity, bo wzięłam na swoje barki tyle pracy, że jeszcze rozważam czy przestanę spać, czy zacznę wciągać kokainę, by ze wszystkim zdążyć. na moim stoliku nocnym leży jednak zajeździmy kobyłę historii. wyznania poobijanego jeźdźca karola modzelewskiego (nike 2014) i mam nadzieję, że uda mi się zapoznać chociaż z tą pozycją. tymczasem dziękuję za uwagę, pamiętajcie o nic zwyczajnego, bo na zwyczajności czasu jednak szkoda, i do przeczytania w piątek, w kolejnym echu tygodnia.

3 komentarze

  1. Łucja Łucja

    Dlaczego wywiad-rzekę pisze się z łącznikiem? To zupełnie przeczy zasadzie. A może można z i bez? Mam pytanie: można Cię czytać gdzieś na papierze?

    • mazda mazda

      w przypadku wywiadu-rzeki chyba zwyczaj wygrywa. a czytać mnie można i na papierze – piszę do ‚świata wiedzy historia’ i ‚świata wiedzy ludzie’. pozdrawiam :)

  2. ola ola

    „zamiast trwonić czas na poradniki typu jak żyć?, jak nie żyć?, obudź w sobie olbrzyma (hihi), świat powinien czytać autobiografie, biografie, wywiady-rzeki”

    właśnie napisałaś jedno z najważniejszych zdań mojego życia.
    mam ochotę wypić z tobą zylion win.

Dodaj komentarz