Skip to content

echo tygodnia. jerzy urban, długopisy i marzenia

Jerzy-Urban-Provocator-1-1_28833zdj. andrzej dragan

1. czyim piórem aktualnie się zachwycam? otóż jerzego urbana. jakkolwiek wielką być może nie byłby on kanalią, podczas gdy ja staram się raczej nią nie być (och, bardzo później zasnąć nie mogę przez takie na manowcach wizyty), to szczerze pokochałam jego reportaże z połowy ubiegłego wieku. są błyskotliwe, przenikliwe i ze swadą pisane. nawet tekst o księdzu popiełuszce, choć paszkwil paskudny, to literacko – o raju, majstersztyk.

2. nigdy nie należałam natomiast do kościoła ryszarda kapuścińskiego, jego książki pozostawiły mnie bowiem dość obojętną (cóż zrobić). w każdym razie: z wokół faktu dowiedziałam się, że autor szachinszacha kolekcjonował długopisy, nie wyrzucając nawet tych, co straciły się już lub zepsuły. na jego grobie fani zostawiają więc teraz pisaki własne. to chyba nawet jeszcze ładniejsze niż całusy składane na nagrobku oscara wilde’a. #zostawiłabym

3. bywa, że czuję się wybranką bogów, zdarza im się bowiem momenty wręcz mistyczne na mnie zsyłać. i tak: przejeżdżałam akurat wrocławską ulicą zapolskiej gabrieli, gdy na telebimie (wątpliwie) zdobiącym gmach teatru polskiego wyświetliło się zdanie z wycinki bernharda: marzenia wzbudzają płacz. poległam, bo dobry cytat jest przecież jak kamień, którym w łeb się dostaje. zatrzymałam rower, stanęłam pod teatrem z rozdziawioną duszą, i z nadzieją w niej się tlącą, że gdy przeminie rundka kolejnych wyświetleń, to rzeczone słowa pojawią się znowu. poddałam się po kilku minutach oglądania spotów reklamowych. co się dziwisz, nic dwa razy się nie zdarza, nie ma dwóch podobnych nocy, dwóch tych samych pocałunków, dwóch tych samych spojrzeń w oczy.

Be First to Comment

Dodaj komentarz