Skip to content

heroina to pikuś

1. w patrick melrose edwarda st aubyna takie zdanie: heroina to pikuś. spróbuj odstawić ironię

2. ja tak mam z płaczem. szkoda, że z łez nie buduje się domów, nie robi się z nich nerek dla potrzebujących, ani nie nawleka na sznury zamiast pereł – gdybym je spieniężyła, byłabym bogata nie tylko wewnętrznie. poza standardowym wypłakiwaniem oczu gdy smutki (co ma sens), czynię to także bez obiektywnych przyczyn. produkcja trochę zabawna, trochę uciążliwa

3. przypadkowo spotkany mężczyzna powiedział mi dziś, że pięknie wyglądam w słońcu. cóż, nie mylił się

4. ten wpis też powstał bo słońce. plan na wieczór brzmiał: redagować, zabrałam więc komputer przed dom i zasiadłam przy stole. obok marek czytał nową agorę. gdy dotarł do krzyżówki, przepadliśmy – popisywanie się wiedzą sprawia nam obojgu podobną przyjemność, lubię to. i że cechuje nas też spory entuzjazm, by dowiadywać się tych mnóstwa spraw, których jeszcze nie wiemy. kilkanaście metrów dalej na krzakach dojrzewały truskawki i maliny, kotka wylegiwała się na masce samochodu rozgrzanej od słońca, ono opierało się o drzewa. bardzo chciałam zapisać tę chwilę gdzieś więcej niż w sercu

5. wygląda na to, że w czerwcu idę na rekord z książkami. to znaczy od kiedy skończyłam studia. przeczytałam już całe życie seethalera (skromne, dość ładne), rzeczy, których nie wyrzuciłem wichy (dostanie nike w przyszłym roku, zobaczycie), 13 pięter springera (jestem trochę komunistką), maus spiegelmana (jestem bardzo na nie), w półtora pokoju brodskiego (wzruszenie), a teraz spędzam czas z oto jestem foera (diagnozy przenikliwe, dojmujące). ponieważ myślę cytatami, na tę okoliczność grochowiak: Na jutro mi już nie starczy, Mój Boże, i zacznie się głód.

6. bo wyobraźcie sobie jak u foera zasypia małżeństwo z kilkunastoletnim stażem: w przeszłości dotyk zawsze ich ratował. niezależnie do wściekłości i bólu, bez względu na bezmiar samotności, dotyk – nawet delikatny i przelotny – przypominał im o trwającym od dawna poczuciu więzi. dłoń na szyi – i wszystko wracało falą. głowa na ramieniu – przepływ substancji chemicznych, wspomnienie miłości. czasami prawie niemożliwe było dosięgniecie się nawzajem, pokonanie dystansu dzielącego ich ciała. czasem to było niemożliwe. każde z nich dobrze znało to uczucie w ciszy przyciemnionej sypialni, gdy spoglądali na ten sam sufit: gdybyśmy mogli otworzyć dłonie, moglibyśmy otworzyć też serca. ale nie możemy. chcę sięgnąć i chcę, by mnie dosięgnięto. ale nie mogę).

dzień dobry, niech to nie będzie dziś o nas. a najlepiej w ogóle nieprędko

 

2 komentarze

  1. Punkt nr 2 – idealnie w punkt! Mam to samo. Oczy mam nie od parady, a emocje paradują sobie, jak chcą – zupełnie nie umiem utrzymać ich na wodzy.

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      płaczący wszystkich krajów łączcie się! piąteczka, joasiu! :)

Dodaj komentarz