Skip to content

czy czytanie jest elitarne oraz dlaczego nie ma w tym nic złego

w nowym przekroju reklama magazynu książki – że sięga po nie inteligencja. założenie dobrze znane z memów pod tytułem today a reader, tomorrow a leader czy światem rządzą ci, którzy czytają książki. cała reszta siedzi przed telewizorem. widzicie w nich coś złego? ja nie, ale podczas ostatniego literackiego sopotu dowiedziałam się, że (podobno) propagowanie czytelnictwa jako czynności elitarnej robi mu więcej szkody niż pożytku. ponieważ nie zgadzam się z tym więcej niż bardzo, postanowiłam wydać exposé w tej sprawie

na początku chciałabym uściślić, że owszem, uważam czytanie za elitarne, przy czym zdecydowanie nie każde. nieważne co czyta, ważne że w ogóle to robi – no serio? zakładając, że literatura jest od poszerzania horyzontów i rozwijania empatii, prozą ilony felicjańskiej czy katarzyny michalak sobie tego nie zrobisz. nie wszystko, co z dwóch stron otaczają okładki, jest literaturą (patrz: książka telefoniczna). nie żebym w gimnazjum nie zachwycała się na przykład na brzegu rzeki piedry usiadłam i płakałam coelho, ale zakładam, że wtedy także na pytanie czy podatki są potrzebne? odpowiedziałabym że nie. w skrócie – jeśli szare komórki pracują niestrudzenie, z głupot się wyrasta

z elitą problem jest przede wszystkim taki, że… nie lubimy tego słowa. sowa, przyjaciele i ośmiorniczki sprawiły, że kojarzy się nam ono pejoratywnie. a przecież słownik języka polskiego tłumaczy, że owszem 1) jest to grupa uprzywilejowana w społeczeństwie (podobno czytający rzadziej mają depresję, choć jako fanka sándora máraia i ten mit kiedyś obalę), ale 2) także taka, która wyróżnia się czymś pozytywnym. a pozytywnie wyróżnić się czytaniem jest najłatwiej na świecie, bo o ile na jacht cię obiektywnie nie stać, a twój ojciec z dużą dozą prawdopodobieństwa nie zostanie kolejnym prezydentem stanów zjednoczonych, tak przy odrobinie samozaparcia raczej uda ci się zapisać do biblioteki miejskiej. oddawanie się lekturze to open space, nie zamknięty krąg

durne memy? mówią tylko o tym, co wszyscy wiemy: że są ludzie mądrzy i nie bardzo, pracowici i leniwi, ambitni i wcale. jestem orędowniczką prawa do bycia nikim, ale nie można się wtedy bać nazywać sprawy po imieniu. aspiracja jest siłą napędową świata, bez której do tej pory jeździlibyśmy dorożkami, a kobiety, żeby postudiować na uniwersytecie, musiałyby przebierać się za mężczyzn. czytający niestety nie zawsze rządzą światem. ale ci, którzy siedzą przed telewizorem na pewno tego nie robią. może pamiętacie, w telewizji publicznej był sto lat temu taki program: decyzja należy do ciebie

 

5 komentarzy

  1. Czytanie jest czynnością elitarną i niech nikt nie wmawia mi, że jest inaczej. Nie mam pojęcia, dlaczego to słowo miałoby kojarzyć się pejoratywnie. Poza tym należy odróżnić literaturę od grafomanii i wszystko stanie się jasne, jak słońce. Szkoda czasu, szkoda życia na marną literaturę, która nic nie wnosi. Czytanie dla samego czytania? To już lepiej wziąć do ręki jakąkolwiek ulotkę z marketu. Są tam literki, znaki diakrytyczne itp. itd. Pozdrawiam i zapraszam do mnie :) http://matkapolkaczytajaca.blox.pl/

  2. Myślę , że obecnie rządzą nami ludzie którzy akurat edukację/wiedzę biorą z TV…

    • Może właśnie dlatego tym bardziej powinniśmy dbać o tworzenie „czytającej elity”, wbrew temu skąd czerpią informacje rządzący?

Dodaj komentarz