Skip to content

czy ‚KRALL’ sięgnęła bruku?

KRALL-front‚KRALL’ wojciech tochman, mariusz szczygieł, wydawnictwo dowody na istnienie*, 2015

w jednej ze scen makuszyńskiej ‚awantury o basię’ tytułowa bohaterka ma za zadanie wykraść z domu pióro swojego przybranego ojca, literata. koleżanka basi ubzdurała bowiem sobie, że po wypiciu atramentu, którym tenże się posługuje, będzie pisać tak pięknie, jak on.

taką mentalność nazywa się pensjonarską.

a wiem to, bo ją mam.

jak pójść z torbami

donoszono: będzie książka o hannie krall. zacierałam więc ręce. dodawano: premiera 1 września. czekałam w pełnej gotowości. obwieszczono: w przedsprzedaży już teraz! co miałam zrobić, kupiłam (jeśli kiedyś sama coś wydam, to najpewniej pod tytułem ‚jak pójść z torbami’). przesyłki nie mogłam się doczekać – tak, jak nie można doczekać się ciasta, które dopiero co wstawiło się do piekarnika. do skrzynki na listy zaglądałam pięć razy dziennie, bo może listonosz już był, ale mnie nie było w domu? albo akurat suszyłam włosy, gdy dzwonił?

trochę byłam też w strachu, że po lekturze ‚KRALL’ stwierdzę, że nihil novi sub sole. że nie zostanie w niej powiedziane nic, czego nie wypowiedziano by już wcześniej. wreszcie: że jedynie kupony odcinać się w niej będzie od dokonań z przeszłości. ile to już ideałów bruku w ten sposób sięgnęło…

lecz nie ten.

tego nie dowiesz się z podręczników do historii

książka składa się z dwóch części. pierwsza to rozmowa hanny krall z wojciechem tochmanem. udają się oni w podróż (i dosłowną, i metaforyczną) do najważniejszych miejsc z pisarką związanych. trafiają na przykład do domu kebera, folksdojcza, w którym małą hanię, córkę salomona, zastał koniec wojny. scena wtargnięcia czerwonoarmistów do chaty ma w sobie coś mistycznego: żołnierze jak wpełzli, tak się przeżegnali i ze zmęczenia padli na podłogę. i tak spali. a pod nimi, w piwnicy, nie spały kobiety, ukrywające się tam w obawie, że zostaną zgwałcone. skąd wiedziano, że nadchodzi armia wyzwoleńcza? – od rana dudniła ziemia. wie pan, jak front się zbliża, to dudni ziemia, tłumaczyła dorosła hanna siedemdziesiąt lat później.
tego nie dowiesz się z podręczników do historii.

dzień później dziewczynka mogła pójść do szkoły. była rezolutna i oczytana, lecz gdy nauczyciel zapytał ją jak się nazywa – zaniemówiła.

nie uzgodniłam tego z mamą. obie o tym zapomniałyśmy. czy ja się nazywam krysia szczepańska, tak jak się nazywałam w powstaniu, czy się nazywam wiesia ostrowska, tak jak przed wpadką w komisariacie. czy już się nazywam hania krall. i on, ten dyrektor szkoły, popatrzył na mnie: o! taka duża dziewczynka i nie wie, jak się nazywa? a ja sobie pomyślałam: człowieku, ja nie wiem jak ja się dzisiaj nazywam.

drugą część książki stanowią perełki, które z dna szuflady hanny krall wygrzebał mariusz szczygieł. na przykład jakie? takie tam liściki od jana karskiego czy leszka kołakowskiego. mądrzy panowie, a tak strasznie bazgrali, jak to odczytać można było? jeden krzysztof kieślowski raz na jakiś czas się zlitował, i pisał po prostu dużymi literami.

krall moskwahanna krall z mężem, jerzym szperkowiczem

jaka to książka? w sedno trafia – jak zwykle – sama hanna krall. do wydawców napisała sms:

wiecie co jest bardzo fajne? że nie ma tu błahych spraw, small talku.
że jest tylko o ważnym!

zawsze za krótko

pozostaje po ‚krall’ pewien niedosyt. jej lektura trwa po prostu zbyt krótko, metodą jeszcze tylko jedna strona można ją pochłonąć w jeden wieczór. lecz książka o wybitnej polskiej reporterce – której teksty miały gęstość poezji, choć prozą przecież były – pewnie nigdy nie byłaby odpowiednio długa. bo jej historii chciałoby się słuchać bez końca.

krall

* wydawnictwo zawdzięcza swoją nazwę jednej z książek hanny krall.

5 komentarzy

  1. PaniPiotrowska PaniPiotrowska

    Ależ nie ma za co! Polecam się ;)

  2. Ania Ania

    Fantastyczna recenzja, bardzo lubię cię czytać, bo piszesz ciekawie, aczkolwiek denerwujący jest styl „na Yodę mistrza” i brak dużych liter rozpoczynających zdanie. :) W każdym razie pozdrawiam i będę tu zaglądać nadal. ;)

    • mazda mazda

      bardzo mnie cieszy, że wrócić zamierzasz, mimo dużych liter braku ;) mnie one denerwowały zawsze, i o ile w poważniejszych pracach muszę ich używać, tak doszłam do wniosku, że na mojej stronie mogę zrobić sobie dobrze i ich nie używać. taka licentia poetica. do przeczytania! :)

  3. panipiotrowska panipiotrowska

    A ja czekam niecierpliwie na „Wilka” Hłaski, przedsprzedaż „dopiero” od 23 września… Ale Krall też MUSZĘ przeczytać! Do postawy pensjonarskiej dodałabym jeszcze(oprócz wydawania bajońskich sum na książki) buszowanie po antykwariatach i włóczenia się po targach książki w poszukiwaniu pierwszych wydań(np. BN-ek) albo wydania z konkretną okładką, albo tłumaczem :)

    • mazda mazda

      nie wiedziałam o ‚wilku’! dziękuję więc ;)

Dodaj komentarz