Skip to content

cóżeś ty za pani

przedostatniego dnia marca zmarła krystyna goldbergowa. mówiono o niej matka chrzestna polskich reporterów, bo w wydawnictwie iskry przez ponad trzydzieści lat redagowała największe pióra: andrzeja mularczyka, krzysztofa kąkolewskiego, ryszarda kapuścińskiego. ponieważ przyjaźniła się z pawłem jasienicą, gdy powstawał o nim film dokumentalny, wielokrotnie rozmawiała z remigiuszem grzelą, autorem scenariusza do tegoż dzieła. podczas jednego ze spotkań goldbergowa czytała mu dedykację, którą jasienica wpisał w sprezentowanej jej książce. brzmiało to wszystko bardzo sucho i bez emocji zupełnie, więc grzela z ciekawości zajrzał pani redaktor przez ramię. okazało się, że wykreśliła z tekstu wszystkie komplementy, które jasienica jej sprawił

mam teraz podobnie, tylko że odwrotnie. jest we mnie mniej więcej mnóstwo słów, z których mogłabym stworzyć peany na cześć życia, które ostatnio wiodę – a jest najlepsze, bo na przykład gdy to piszę, on śpi za moimi plecami – ale skoro raz się uznało, że szczęście jest nieprzyzwoite, później nie jest łatwo pozwolić sobie na czysty zachwyt. nic nie da nawet zmiana tematu na literaturę, bo tam także znakomicie (księga szeptów), i równie w drżeniu na myśl o ostatniej stronicy. czyli chce się czytać, ale przeczytać to już za nic w świecie. zresztą, macie fragment na zachętę, nie widzę powodu, żebym tylko ja miała się tym dręczyć:

O wielu rzeczach nie wolno mi było mówić, ale przede wszystkim surowo zabroniono mi opowiadać w przedszkolu lub nieznajomym o tym, że u nas w domu rozmawia się czasem szeptem. „Co tam szepczesz?” – pytałem. „Czytam” – odpowiadał dziadek Garabet. „Jak to czytasz? A gdzie masz książkę?”. „Niepotrzebna mi. Znam ją na pamięć”. „Dobrze, a jak się nazywa ta książka? Kto ją napisał?”. „Być może ty, pewnego dnia”. I oto robię to teraz. I właśnie tak ją nazywam: Księga szeptów
varujan vosganian

czasy są w każdym dość wspaniałe i muszę mocno się silić, by nie uderzać w pensjonarskie tony. bo o poranku marek przynosi mi bukiet kwiatów, a popołudniu michalina pierwszy w tym sezonie pączek szparagów. wieczorem w przedwojennej daria mówi, że nigdy mnie takiej nie widziała (a wydawałoby się, że widziała już każdą), wystawiam więc ku niej dłoń i proszę, by uszczypnęła. robi to, a nic się nie zmienia. wiosenko, wiosenko, cóżeś ty za pani

8 komentarzy

  1. Super napisane. Dawno nie czytałam czegoś tak dobrego.

  2. k. k.

    nastrój tutaj sie zrobił jak w piosence łąki łan – pola ar, ale to dobrze, trzeba czerpać radość z tych dni! choć parafrazując, prosze pamiętać, ze bloger głodny jest o wiele bardziej płodny ;-)

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      panie jakubie, czy ja kiedykolwiek sprawiałam wrażenie, jakobym zamierzała być płodną blogerką? ;)

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      dziękuję. to może być prawda ;)

  3. Jaki ożywczy rozkwit pozytywnych myśli! :)

  4. …kaganek zaświecił dla mnie kiedy byłaś smutna. Fajnie widzieć Cię szczęśliwą.

    • małgosia zdanewicz małgosia zdanewicz

      nawet w szczęściu będę trochę smutna! ;)

Dodaj komentarz