Skip to content

nic, a jakże dosyć

zdj. ‚joanna’ reż. aneta kopacz

1.
„czegóż płaczesz?” – staremu mówił czyżyk młody –
„masz teraz lepsze w klatce niż w polu wygody”.
„tyś w niej zrodzon” – rzekł stary – „przeto ci wybaczę;
jam był wolny, dziś w klatce – i dlatego płaczę”
(ptaszki w klatce, ignacy krasicki)

początkowo o spętanym czyżyku zamierzałam napisać, że był po prostu stary, ale później uzmysłowiłam sobie, że w związku z powszechnie znaną, wielowiekową ptasią profesją bardziej pasować do niego będzie określenie leciwy. w przytoczonej bajce ten czyżyk wyraźnie cierpi i łzy roni. dlaczego? bo coś miał i lubił to mieć (wolność), a teraz przyszło mu obywać się bez tego. czyżyk młodszy nie rozumie jego tęsknych boleści, bo przecież sam nigdy nawet dzioba nie wystawił poza klatkę.

tak naprawdę to niezbyt lubię tę bajkę krasickiego. jego ptaszki ćwierkają o tym, co wiem, a w czym wolałabym nie orientować się wcale: że w życiu nic nie boli bardziej niż strata. pieniędzy, rezonu czy wolności. nie mówiąc już o stratach kalibru tak dużego, jak te, które mierzy się w ludziach.

(kochać i tracić, pragnąć i żałować)

2.
jestem szczęśliwa, że zachorowałam.
przede wszystkim dzięki rakowi zrozumiałam,
że niewiele jest spraw wartych martwienia się.
(joanna sałyga, chustka.blogspot.com)

bohaterka filmu „joanna” przez kilka lat zmagała się z rakiem. dopuszczała myśl, że poniesie w tej walce straty (padać boleśnie i znów się podnosić), przy okazji zaczynając rozumieć, co tak naprawdę stratą dla niej będzie (krzyczeć tęsknocie precz i błagać – prowadź!). i nie miała na myśli nowego zestawu kina domowego, tylko:

3.
(…) sprawy drobne: loty ptasie
chwianie się trzcin w jeziorach, blask gwiazdy wieczornej
różne barwy owoców o porannym czasie
i wiatr przelatujący w sopranie i basie
(konstanty ildefons gałczyński)

oto jest życie – nic, a jakże dosyć.

może to trochę spojler filmu anety kopacz, ale raczej wcale nie – o łapaniu w dłonie deszczu strug czy wystawianiu powiek na słońce nie powinno się czytać, tylko po prostu to robić. jeśli nie wiesz jak, „joanna” jest znakomitym filmem instruktażowym. polecam, a nuż będzie mniej choć o jednego polaka mądrego, ale dopiero po szkodzie. tfu, po stracie.

należy przyznać, że momentami jest tu ckliwo (tym bardziej, że z ostatecznej triady: dom, drzewo, syn, to jednak majstrowanie tego ostatniego jest najbardziej interesujące. a tu bohaterowie sadzą jabłonkę), lecz patosu na szczęście brak. choć to film z założenia wzruszający, wydaje mi się, że można przejść przez niego suchym policzkiem. i super, bo rozpłakać to się można nawet nad cebulą dymką. zmusić się do pomyślunku jest już o wiele trudniej, ale za to zawsze na propsie.

2 komentarze

  1. mazda mazda

    noszę się z zamiarem napisania tekstu o tym, jak ważne jest trafić w życiu na dobrego polonistę. i chyba nawet wiem, którym jesteś Tomkiem :)

  2. tomasz tomasz

    O tych ptaszkach dowiedziałem się od p. Tatarynowicz, czytaliśmy w podręczniku „Rozwinąć skrzydła”. Miło, że o nich wspominasz. To dużo ciepłych wspomnień :)

Dodaj komentarz